Posty

Stara rozmowa z Tede

Obraz
  To było 26 lat temu. W 2002 roku. Byłem wtedy reporterem w "Gazecie Stołecznej”. Rap, hip hop był nadal czymś świeżym. A ja robiłem regularnie wywiady z raperami. Na rozkładzie miałem Molestę, ZiP Skład, no i rzecz jasna Tedego. On był pierwszą gwiazdą rapu z jaką się dziennikarsko przeciąłem. Spotkaliśmy się na na Służewiu. Siedzieliśmy na murku, na   jego podwórku i świetnie się nam gadało. Byłem   na bieżąco z jego twórczością. Spędziłem tydzień w Dębkach, moi znajomi byli totalnie zajarani polskim rapem, zamykaliśmy się w samochodzie, żeby słuchać Molesty i Warszafskiego Deszczu. Bardzo nam się podobała ta nowa młodzieżowa muzyka.   Warszafski Deszcz - jedna z popularniejszych polskich grup hiphopowych, spędziła kilka tygodni w Nowym Jorku, zagrała dwa koncerty. O nowych doświadczeniach rozmawiamy z liderem Warszafskiego Deszczu raperem Tede.   Warszafski Deszcz to Tede i Numer Raz oraz DJ Mario. Początkowo zespół nosił nazwę 3 H (hard core hip hop). Wy...

Wojciech Wiśniewski. Zemsta na czasie

Obraz
Wojciecha Wiśniewskiego dane mi było spotkać mniej więcej rok temu. Od tamtej pory widujemy się kilka razy w miesiącu. Ta znajomość nie jest oparta na gruncie literackim, a wręcz przeciwnie, pomagam panu Wojtkowi w kwestiach transportowych, ma 93 lata i solidny punkt podparcia jest nieodzowny. Ale rzecz jasna, przeczytałem dwie książki, które w ostatnich latach napisał. Ta na zdjęciu jest całkiem świeża. Wojtek, jesteśmy na ty, to pisarz tworzący literatę faktu. Można temu jedynie przyklasnąć, bo jego teksty mają taki ładunek reporterski, że grzechem byłoby zakopanie tych historii. Niedopowiedzenie ich światu. Wojciech Wiśniewski napisał o tym co przeżył, co widział i czego doświadczył. Gdy miał jedenaście lat był gazeciarzem w Powstaniu Warszawskim. Potem szedł przez życie wyboistą drogą dziennikarza i literata. Wykonując przy okazji całkiem inne zawody, był m.in. barmanem, szklarzem i instruktorem w domu kultury. Stał się autorem pierwszorzędnych wywiadów z ludźmi kultury. Był prze...

Czas honoru

Obraz
Po prawej reżyser Michał Rogalski, po lewej nieżyjący już ostatni lider Kapeli Czerniakowskiej Sylwester Kozera. Plan serialu „Czas Honoru”. Dawno temu jego produkcja zgłosiła się do mnie z pytaniem o to czy znam kogoś, kto może zaśpiewać warszawską piosenkę? Nie znałem wtedy jeszcze osobiście Janka Młynarskiego, więc po prostu odpowiedziałem: jasne, znam Kapelę Czerniakowską. Tak doszło do tej sytuacji. Plan był zdaje się w starej fabryce Norblina. Powalająca scenografia, kostiumy, cały świat okupacyjnego warszawskiego targowiska. Widać to w serialu. Kapela wystąpiła. W pewnym momencie Michał Rogalski zapytał czy zaśpiewam jakąś piosenkę. To było w czasach, gdy namiętnie używałem telefonu na klawisze i nie mogłem nauczyć się dobrze tekstu z Internetu. Zadzwoniłem do kolegi, a on podyktował mi słowa „Zmarł na Pawiaku”. Zaśpiewałem z Kapelą Czerniakowską. To byli moi koledzy, grali na moim ślubie. Moment tego filmowego performensu był magiczny. Zostało to nagrane. Nie widziałem tego pot...

I Am on the Top

Obraz
Góra Synaj ma 2228 metrów. W tradycji  judeochrześcijańskiej i islamskiej jest szczytem, na którym Mojżesz miał dostać od hebrajskiego Boga Jahwe dwie kamienne tablice z Dekalogiem. Mojżesz ruszył na szczyt dlatego, bo zobaczył na nim płomień. Ten płomień był znakiem od Jahwe, ktory wzywał go na spotkanie.     Od pokoleń ludzie wchodzą na górę Synaj nocą, aby zobaczyć wschód słońca. Ruszyliśmy o pierwszej w nocy w Wieki Czwartek - pierwszy dzień Triduum Paschalnego upamiętniającego mękę i śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu. Nasz przewodnik był Beduinem, a w naszej grupie szły osoby z Chin, USA, Egiptu, Francji i Finlandii. Wejście na Synaj jest porównywalne do trasy na Giewont. Z tym, że na  Giewont nie rusza się w nocy. Zacinał deszcz i zrywały się podmuchy porywistego wiatru. Wokół panowały egipskie ciemności.  Po drodze zaliczyliśmy szlak barów prowadzonych przez ubranych w pustynne szaty i arafatki Beduinów. Palili sziszę i siedzieli przy ogniu. M...

UFO nad Rakowcem

Obraz
  Jest zwyczajny. Ma czterdzieści kilka lat. Kurtka, bluza, twarz za którą może być programista. handlowiec, inżynier. Kiedyś pracował przez kilkanaście lat w radiu. Ma dobrze obcięte włosy, wąsy, trzeźwe spojrzenie bystrych oczu. Chce żeby to było incognito, żadnych nazwisk i imion. Mówi szybko. Spotkał się ze mną po to, żeby opowiedzieć to, co zobaczył na podwórku przy swoim bloku na Racławickiej 131, czyli na Rakowcu. Czy mu wierzę? Wiem tylko, że ten facet nie ma żadnego interesu w tym, żeby ściemniać. Stoimy na placyku pomiędzy dwoma pięciopiętrowymi długimi blokami. Podwórko ma szerokość mniej więcej pięćdziesięciu metrów. Przy jednym z bloków rośnie spore drzewo, które wyrasta już ponad dach.  Kiedy to było? - 9 stycznia.  Godzina dwudziesta druga. Wyszedłem z psem na spacer. Czy był ktoś jeszcze poza tobą na podwórku? - To było wtedy, gdy były mocne mrozy. Było pusto. To był wieczorny spacer na kółeczko dookoła bloku. Piesek sobie biegał a ja spojrzałem w ni...

Opowieść o Robercie Tycu

Obraz
  Trudno jest opowiadać o kimś takim jak Robert Tyc. W zasadzie się nie da. To jak jakby spróbować złapać wiatr. Każda próba jest chwilowym złudzeniem. Można go tylko poczuć. Jak wspomina go siostra, Agnieszka: żył na własnych zasadach.     Po lewej strony sceny stał czarny fortepian. Jego wieko było uniesione. Obok czekała   perkusja i gitarowe wzmacniacze. Scena nie była wysoka, miała jakieś pół metra. Co czwartek do kluby Riviera Remont schodzili się wieczorem jazzmani i fani improwizowanych nut. Ale nie tylko, bo też ludzie ze starej punkowej załogi, dla których Remont był klubem, w którym w latach 80. przeżyli punkową rewolucję. Trwał jeden z wieczorów 1990 roku. Przełomu epok. Świat rozpękł się nam na pół, z tyłu został PRL, z przodu czekało to, co nadeszło. Do fortepianu usiadł Robert Tyc. Po prostu „Tycu”. Muzyk? Artysta? Performer? Każde z tych słów pasuje i każde jest nieodpowiednie. W fizyce kwantowej człowiek jest zagęszczoną formą energii, któr...

Honor munduru

Obraz
  To był mój pierwszy fabularny tekst. Powstał w czasach, w których nawet nie wyobrażałem sobie tego, że będę pisał prozę. Myślę, że na pomysł napisania scenariusza filmu pełnometrażowego wpadłem w okolicy 2004 roku. Byłem reporterem w „Gazecie Stołecznej” i miałem za sobą wiele tekstów dziennikarskich. Ich powtarzalność i ściśle określona forma były deprymujące. Wciąż to samo: lead, wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Czułem, że chcę zrobić coś całkiem innego. Nauczyć czegoś nowego. Marzyłem o tym, żeby zostać scenarzystą i pisać teksty fabularne. W efekcie tego powstał ten dziwny materiał. Skończyłem go pisać w 2007 roku. Nie jestem z niego dumny, jest nieporadny, naiwny, niepoprawny warsztatowo. Ale jest niepozbawiony surrealistycznego uroku. To dno, od którego się odbiłem.  Od czegoś trzeba zacząć.               Scenariusz filmu fabularnego „Honor munduru”. Autor: Alex Kłoś     1. Plener - podmiejska asfaltow...