Posty

JAK PUNK, TO PUNK. OPOWIEŚĆ SKRZYPKA

Obraz
Był jednym z mocniejszych punkowców warszawskiej załogi lat 80. Kiedy pojawiał się na koncercie w Remoncie to już z daleka rzucał się w oczy fryzurą na irokeza i radykalnym punkowym imidżem. Wszyscy widzieli, że to Skrzypek.      Siedzimy w bistro Bazar na Jagiellońskiej. Ma sześćdziesiąt cztery lata, krótkie włosy, szarą bluzę z kapturem, czarne glany, zielonego flajersa i łańcuch na szyi. Jest jedenasta, w barze są tylko dwaj goście, wyglądają na tubylców i piją piwo. Barman usiadł z nimi i je śniadanie. Lokal ma taki wystrój, że równie dobrze mógłby to być Londyn, albo Berlin. Za oknami widać jednak niewyremontowaną przedwojenną praską kamienice. Nad napisem „Solarium” zamontowana została na niej metalowa siatka, która zabezpiecza przechodniów przed odpadającymi fragmentami elewacji. Na trzecim piętrze papierosa pali facet w okularach. Kiedyś w kamienicy były balkony. Teraz ten facet jest oparty o kratę, która została wmurowana   tuż za drzwiami balkon...

Stara rozmowa z Tede

Obraz
  To było 24 lat temu. W 2002 roku. Byłem wtedy reporterem w "Gazecie Stołecznej”. Rap, hip hop był nadal czymś świeżym. A ja robiłem regularnie wywiady z raperami. Na rozkładzie miałem Molestę, ZiP Skład, no i rzecz jasna Tedego. On był pierwszą gwiazdą rapu z jaką się dziennikarsko przeciąłem. Spotkaliśmy się na Służewiu. Siedzieliśmy na murku, na   jego podwórku i świetnie się nam gadało. Zrobiłem z nim potem jeszcze dwa wywiady, a ten był ostatni. Więcej się z Tede już nigdy nie spotkałem. Byłem   wtedy  na bieżąco z jego twórczością. Spędziłem tydzień w Dębkach, moi znajomi byli totalnie zajarani polskim rapem, zamykaliśmy się w samochodzie, żeby słuchać Molesty i Warszafskiego Deszczu. Łyknąłem hip hop i tak się rozpędziłem z tym klimatem, że kupiłem sobie buggy dżinsy na bazarku przy rondzie Wiatraczna. Miałem czarną bejsbolową kurtkę Lonsdala. Do tego nosiłem czarne adidasy superstary.  Wyglądałem naprawdę groźnie Doszło do tego, że moja hip hopowa styló...

Wojciech Wiśniewski. Zemsta na czasie

Obraz
Wojciecha Wiśniewskiego dane mi było spotkać mniej więcej rok temu. Od tamtej pory widujemy się kilka razy w miesiącu. Ta znajomość nie jest oparta na gruncie literackim, a wręcz przeciwnie, pomagam panu Wojtkowi w kwestiach transportowych, ma 93 lata i solidny punkt podparcia jest nieodzowny. Ale rzecz jasna, przeczytałem dwie książki, które w ostatnich latach napisał. Ta na zdjęciu jest całkiem świeża. Wojtek, jesteśmy na ty, to pisarz tworzący literatę faktu. Można temu jedynie przyklasnąć, bo jego teksty mają taki ładunek reporterski, że grzechem byłoby zakopanie tych historii. Niedopowiedzenie ich światu. Wojciech Wiśniewski napisał o tym co przeżył, co widział i czego doświadczył. Gdy miał jedenaście lat był gazeciarzem w Powstaniu Warszawskim. Potem szedł przez życie wyboistą drogą dziennikarza i literata. Wykonując przy okazji całkiem inne zawody, był m.in. barmanem, szklarzem i instruktorem w domu kultury. Stał się autorem pierwszorzędnych wywiadów z ludźmi kultury. Zostały po...

Czas honoru

Obraz
Po prawej reżyser Michał Rogalski, po lewej nieżyjący już ostatni lider Kapeli Czerniakowskiej Sylwester Kozera. Plan serialu „Czas Honoru”. Dawno temu jego produkcja zgłosiła się do mnie z pytaniem o to czy znam kogoś, kto może zaśpiewać warszawską piosenkę? Nie znałem wtedy jeszcze osobiście Janka Młynarskiego, więc po prostu odpowiedziałem: jasne, znam Kapelę Czerniakowską. Tak doszło do tej sytuacji. Plan był zdaje się w starej fabryce Norblina. Powalająca scenografia, kostiumy, cały świat okupacyjnego warszawskiego targowiska. Widać to w serialu. Kapela wystąpiła. W pewnym momencie Michał Rogalski zapytał czy zaśpiewam jakąś piosenkę. To było w czasach, gdy namiętnie używałem telefonu na klawisze i nie mogłem nauczyć się dobrze tekstu z Internetu. Zadzwoniłem do kolegi, a on podyktował mi słowa „Zmarł na Pawiaku”. Zaśpiewałem z Kapelą Czerniakowską. To byli moi koledzy, grali na moim ślubie. Moment tego filmowego performensu był magiczny. Zostało to nagrane. Nie widziałem tego pot...

I Am on the Top

Obraz
Góra Synaj ma 2228 metrów. W tradycji  judeochrześcijańskiej i islamskiej jest szczytem, na którym Mojżesz miał dostać od hebrajskiego Boga Jahwe dwie kamienne tablice z Dekalogiem. Mojżesz ruszył na szczyt dlatego, bo zobaczył na nim płomień. Ten płomień był znakiem od Jahwe, ktory wzywał go na spotkanie.     Od pokoleń ludzie wchodzą na górę Synaj nocą, aby zobaczyć wschód słońca. Ruszyliśmy o pierwszej w nocy w Wieki Czwartek - pierwszy dzień Triduum Paschalnego upamiętniającego mękę i śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu. Nasz przewodnik był Beduinem, a w naszej grupie szły osoby z Chin, USA, Egiptu, Francji i Finlandii. Wejście na Synaj jest porównywalne do trasy na Giewont. Z tym, że na  Giewont nie rusza się w nocy. Zacinał deszcz i zrywały się podmuchy porywistego wiatru. Wokół panowały egipskie ciemności.  Po drodze zaliczyliśmy szlak barów prowadzonych przez ubranych w pustynne szaty i arafatki Beduinów. Palili sziszę i siedzieli przy ogniu. M...