Czas honoru
Po prawej reżyser Michał Rogalski, po lewej nieżyjący już ostatni lider Kapeli Czerniakowskiej Sylwester Kozera. Plan serialu „Czas Honoru”. Dawno temu jego produkcja zgłosiła się do mnie z pytaniem o to czy znam kogoś, kto może zaśpiewać warszawską piosenkę? Nie znałem wtedy jeszcze osobiście Janka Młynarskiego, więc po prostu odpowiedziałem: jasne, znam Kapelę Czerniakowską. Tak doszło do tej sytuacji. Plan był zdaje się w starej fabryce Norblina. Powalająca scenografia, kostiumy, cały świat okupacyjnego warszawskiego targowiska. Widać to w serialu. Kapela wystąpiła. W pewnym momencie Michał Rogalski zapytał czy zaśpiewam jakąś piosenkę. To było w czasach, gdy namiętnie używałem telefonu na klawisze i nie mogłem nauczyć się dobrze tekstu z Internetu. Zadzwoniłem do kolegi, a on podyktował mi słowa „Zmarł na Pawiaku”. Zaśpiewałem z Kapelą Czerniakowską. To byli moi koledzy, grali na moim ślubie. Moment tego filmowego performensu był magiczny. Zostało to nagrane. Nie widziałem tego potem nigdy na ekranie. Zrobiłem za to zdjęcie.
To był ostatni raz, gdy widziałem żywego Jarka Kozerę, który
grał w zespole ojca na bębnie i czasem śpiewał. W kilka miesięcy potem zginął w
bardzo tajemniczych okolicznościach w bloku na rogu Gagarina i Czerniakowskiej.
Został znaleziony z roztrzaskaną skronią przy trzech schodkach już w środku.
Tuż za drzwiami. Policja orzekła, że spadł pijany ze schodów. Sylwek nie
uwierzył w takie wytłumaczenie śmierci syna. Rozpoczął własne śledztwo. Udało
mu się dojść do tego, że za paznokciami Jarka był materiał biologiczny. Zwrócił
także uwagę na to, że ktoś przed przybyciem policji
sprzątnął całą okolicę bloku. To były jego słowa. Ja w tym nie brałem udziału i
nie wiem jak było naprawdę.
Komentarze
Prześlij komentarz