Moja powieść: Dziwne światło

Gdyby ktoś miał ochotę, to zapraszam. 400 stron akcji, UFO, Warszawa, cyber sex, mętne wody polityki i Jesus Kowalski w brutalnej rozgrywce o kosmiczną stawkę.
Krótki strzał...
"Kiedy dotarłem do lasu, przez który prowadziło ostatnie
kilka naście kilometrów asfaltówki, byłem już tak śpiący, że sekundy dzieliły
mnie o tego, że zamienię się w pocisk, który droga wystrzeli w drzewa.
Zatrzymałem się więc i kilka razy siarczyście się spoliczkowałem. Do Bogdana
był już tylko jakiś kwadrans i musiałem zdobyć się na ten ostatni bestialski
wysiłek. Pomogło. Ruszyłem dalej i otwierając z całej siły oczy wpatrywałem się
w drogę. Właśnie wtedy, w lesie, pojawiło się to światło. Złote jak wschód
słońca i mocne jak promień lasera. Nie było skupione w jednym promieniu, tak
jak reflektory wymierzone w niebo, ale wyglądało jak wylewający się złocisty
kisiel, który wsiąkał w las. Wylew z innego wymiaru. Wcisnąłem ostro hamulec.
Wyjąłem smartfon i zacząłem filmować. Byłem na drodze sam. Miałem wrażenie, że
to sen i przez sekundę pomyślałem nawet, że jednak zasnąłem i leżę nieprzytomny
w rowie. Ale nic z tego. Miałem nierealne zdarzenie w realnym lesie. W głowie
mieszały mi się rozpalona ciekawość i dławiąca obawa przed tym, co nieznane. Bo
co to jest? Wojsko? Jakiś tajny, naukowy eksperyment? A może UFO? Wysiadłem,
zamknąłem pilotem drzwi. Co dalej? Iść i zobaczyć co to jest? A może lepiej
nie? Nie miałem zasięgu i nie mogłem zadzwonić. Ale gdyby na wet, to do kogo?
Do Bogdana? Na 112? Do nadleśnictwa? Po to, żeby powiedzieć, że w lesie świeci?
Kiedyś, gdy kończyłem liceum, ojciec zapytał, co chcę robić w życiu, czy chcę
iść na studia, czy może do pracy, bo przecież nie chodzi o to, żeby być magistrem
czegoś, co się potem nie przyda, a o to, żeby nauczyć się coś robić dobrze i
mieć z tego pożytek. Odbyłem wtedy kilkanaście rozmów, byłem u doradcy personalnego,
spotkałem się też ze znajomym ojca, który był redaktorem w dzienniku. Gadaliśmy
godzinę i wyszedłem z tego spotkania, mając jasno sprecyzowany kierunek marszu:
dziennikarstwo. Zo stałem reporterem głównie dlatego, że lubię rozmawiać z
ludźmi i lubię gonić za dobrymi historiami. Ta pogoń jest jak narkotyk. Dawno
już nie czułem jego smaku, ale teraz uderzył z taką siłą, że polazłem dalej w
ten las w stronę, z której jak mi się zdawało biło światło. Z telefonem w ręku.
Jak z pistoletem. Włączona ka mera była uzasadnieniem mojego istnienia.
Przeszedłem kilkaset metrów przez chaszcze, krzewy, mchy, paprocie. Las
zalatywał wilgocią. Było już jasno jak w dzień, a ja bałem się jak diabli, nogi
mi się trzęsły, a po plechach biegały tabuny dreszczy. I na gle – pstryk! Lampa
zgasła. Świat znów był czarny. Patrzyłem oczami oślepionymi tamtym światłem. Ono
było jak promienie bijące zza drzwi laboratorium, do którego pod żadnym pozorem
nie wolno wchodzić, ale ja wszedłem i byłem teraz prawie ślepy. 15 Zatrzymałem
się w wiadrze z nocą. Gęstą jak asfalt, cichą jak śmierć. Minęło dobrych kilka
minut, zanim zacząłem dostrzegać drzewa. Stałem bez pomysłu na ciąg dalszy.
Historia się urwała bez zakończenia i puenty. Mogłem wracać do auta i
opowiadać, że widziałem w lesie dziwne światło. Miałem przecież film w telefonie.
Włączyłem go i zobaczyłem tylko czarną pustkę. Nic się nie nagrało! Ale
dlaczego?! Może to faktycznie UFO? Ta myśl nawiedziła mnie oczywiście już
wcześniej, ale nie potraktowałem jej poważnie. To, że coś lata po niebie i nie
wiadomo, co to jest, to sprawa od dawna oczywista. Ale co innego wiedzieć, a co
innego zobaczyć, a ja już czułem się królem internetu. Jednak nic się nie
nagrało i mogłem wrócić do auta. Albo?... Albo spróbować poszukać czegoś w tych
ciemnościach. Czego? A któż to może wiedzieć? Droga w mrok była scenariuszem,
na który kompletnie nie miałem ochoty. Na myśl o tym poczułem, że nogi
zaczynając zmieniać stan skupienia, wrastają szybko w ściółkę, wbijają się w
poszycie i obrastają korą. Na tych drewnianych nogach zacząłem iść dalej przez
coraz gęstszy las. Zapaliłem latarkę w smart fonie. Biały snop światła był
jedyną nicią, na której wisiał świat. W końcu las tak zgęstniał, że poczułem,
że gałęzie łapią mnie za gardło i odbierają oddech. Wpadłem w panikę. Nie wiem
dokąd idę i zaraz zapomnę kim jestem. Zamienię się całkiem w drzewo i zostanę
tu na zawsze. Ale wtedy nie dojdę do zakończenia, a tego zawsze nie lubiłem
najbardziej. Niedokończonych materia łów, nienapisanych do końca tekstów,
straconych tematów. Czy komuś coś się stało od tego, że wszedł do lasu, żeby
przekonać się skąd bije dziwne światło? Nie słyszałem o czymś takim. Po czułem
za to znowu to ssanie, ten narkotyczny głód, który budzi się wówczas, gdy
wiesz, że możesz mieć super story. Wtedy prze 16 stajesz być sobą. Zamieniasz
się w ćpuna, który może kłamać i kraść. Ćmę lecącą w ogień. To szaleństwo
popchnęło mnie dalej. Sprawiło, że rozgarniając gałęzie iglastych drzew brnąłem
w naj czarniejszą czerń. Wtem! Cóż to?!... Coś zamigotało! Przygarbiłem się
błyskawicznie, żeby wyłączyć latarkę, ale tak się już trząsłem ze strachu, że
nie mogłem wcelować palcem w przycisk na wyświetlaczu. Teraz to było całkiem
inne światło. Tak jakby zapaliła się jakaś niewielka i niezbyt mocna
pomarańczowa lampa. Po sekundzie stopniowo przygasła. A potem znowu to samo.
Pulsujący punkt na morzu. Boja pokazująca kierunek, w którym mam popłynąć. Już
niedaleko, ledwie jakieś sto metrów. Ściany lasu naparły na mnie w tak
przeraźliwej ciszy, że każdy trzask i szelest pod nogami brzmiał jak wystrzał.
Zapach strachu stał się nieznośnie dławiący. Przykucnąłem przygnieciony
ciężarem mroku. Tam coś napraw dę było! Jakaś część mnie wyrywała się panicznie
do ucieczki, a inna mówiła: „Idź i to zobacz. Napisz to. Może jednak uda się to
nagrać i będą miliony odsłon. Idź! Można to będzie sprzedać za zajebistą kasę!”.
Szedłem więc dalej, już na czworaka. Metr za metrem. Pomarańczowa lampa była
blisko. Nie dalej niż dziesięć metrów. Na wysokości głowy, pośrodku niczego.
Nakierowałem telefonem, może wyjdzie choć jedno zdjęcie? Widziałem to światło
na swoim wyświetlaczu. Ustawiłem kamerę. Boże, co to było, gdyby udało mi się
to jednak nagrać! Przycisnąłem nagrywanie. To było tak, jakbym niechcący
odpalił bombę atomową. Świat eksplodował niewyobrażalnie mocnym światłem, które
wypełniło każdą cząst kę i każdy atom, który w sobie miałem. Straciłem
przytomność. To światło wyłączyło mi światło. Umysł zgasł jak zapałka na wietrze".
Jeżeli masz ochotę na więcej, to wpisz to w google.
Komentarze
Prześlij komentarz