Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

Dryń, dryń...

Obraz
  9 listopada 1989 roku to jedna z ważniejszych dat w historii współczesnej. To dzień, w którym upadł Mur Berliński. Kanclerze RFN Helmut Kohl rozpoczął wtedy akurat oficjalną trzydniową wizytą w Warszawie, a o tym epokowym wydarzeniu dowiedział się w trakcie kolacji. Rzecz jasna musiał wrócić do Berlina! Ale nie wsiadł od razu do samolotu, a poszedł spać, a rano dziesiątego przed odlotem, wybrali się z pierwszym demokratycznie wybranym premierem Polski Tadeuszem Mazowieckim, na śniadanie. Kanclerz doceniał warszawską kuchnię i niejednokrotnie gościł w stołecznych lokalach. Tym razem wybór padł na Bazyliszka. Restaurację na Starym Mieście, w której jadały światowe sławy ekranu i grube ryby polityki. Bazyliszek tak spodobał się kanclerzowi Niemiec, że odwiedził go chętnie w dziesięć lat potem. Tym razem z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. I o tym jest ta historia.  Za moment oddamy głos Piotrowi „Fali” Falkowskiemu: muzykowi, żywej legendzie warszawskiego undergroundu, al...

Oblężenie na Stalowej

Obraz
  O zadymie na imprezie na Stalowej krążyły legendy. To wydarzyło się późnym latem 1990 roku. Rozmawiamy w styczniu 2026 roku z Darkiem. W śmietance towarzyskiej artystycznej i muzycznej Warszawy znany był wtedy szeroko jako Cókierek. Wraz ze swoją dziewczyną Grażnieff i jej synem mieszkali w wynajętym lokalu. Siedzimy nad herbatą w knajpie „Pod Karpiem” przy Stalowej 37. To było nad nami. Na czwartym piętrze. Od dawna mieszka tam nasza koleżanka Tamara.  Autor: Alex Kłoś Dużo ludzi przyszło? Jakieś 200 - 250 osób się pewnie przewinęło. Jak to zaczęło? Ta zadyma? Jo.   To mogło być nagrane. Dowiedziałem się o tym przypadkiem z piętnaście lat później podczas rozmowy w jednym z barów na 11 Listopada. Ja się o tej imprezie dowiadywałem piętnaście, dwadzieścia lat później tego, kto tam był i co się tam działo. To była układanka. Zacznijmy od mieszkania. Duży lokal. Chyba ponad sto metrów. Wynająłem go za śmieszną kasę od mojej koleżanki. Mieszkaliśmy tu z moją ówczesn...

126p, wszystko możesz mieć

Obraz
W PRL posiadanie samochodu było w zasadzie biletem do klasy średniej. Pamiętam doskonale czasu, gdy nie wszyscy mieli telewizory i chodziło się na telewizję do sąsiadów. M3 i samochód było pierwszym szczeblem, środkowym działka, a górnym dom jednorodzinny. Czyli willa. Albo ciut niżej - bliźniak. Wyżej byli badylarze, właściciele  film  polonijnych i partyjni bonzowie.  Pierwszym autem dla Kowalskiego była Syrenka. Prymitywna dwusuwowa blaszanka budowana na warszawskim Żeraniu. Wszystko zmieniło się gdy 28 listopada 1967 rok z taśmy w tej samej fabryce zjechał licencyjny Polski Fiat 125p. „Kanciak” był autem zachodnim, stylowym i doskonale się prowadzącym. Miałem w połowie lat 90. przyjemność przez dwa lata nim pojeździć. Czadersko było zwłaszcza zimą. Miał tylny napęd i kapitalnie się nim driftowało. Wtedy był już trochę reliktem. W latach 70. furę wypasioną i nie na pierwszą lepszą kieszeń, a Polacy pilnie potrzebowali samochodów. To zrodziło pomysł zamknięcia narodu w ...