KSS KOR

38 osób. Tylu stałych członków liczył Komitet Obrony
Robotników. KOR narodził się 23 września 1976 roku. Dziś jest okrągła 50
rocznica. Skutki działania tej ekipy określiły kształt naszej rzeczywistości.
Na dobre i na złe.
Inspiracją dla KOR był powstały w 1970 roku Komitet Praw Człowieka w ZSRR.
Legendarna opozycyjna grupa dysydentów, którzy postanowili działać jawnie. Na
otwarciu. To miało między innymi utrudnić ich fizyczną eliminację. Bezpośrednim
impulsem dla założenia KOR były tzw. wydarzenia radomskie. W czerwcu 1976 roku
komuniści ogłosili podwyżkę cen żywności, w tym mięsa o 70 %, a cukru o 100. W
Radomiu robotnicy z dwóch fabryk i studenci poszli na grubo. Na ulice wyszło
dwadzieścia tysięcy osób. Tradycyjnie spłonął komitet wojewódzki PZPR, pojawiły
się barykady i rozpętały uliczne walki. Zginęły trzy osoby. Przy budowie
barykady dwóch mężczyzn przygniotły betonowe płyty spadające z naczepy za
ciągnikiem. Tym razem komuniści nie strzelali. Bili i gazowali. Trzecią ofiarą
był młody facet, który został tak pobity, że umarł następnego dnia. Do aresztu
trafiło prawie dwa i pół tysiąca osób, dwadzieścia trzy dostały długoletnie
wyroki. Burzliwie było też w Ursusie, tam robotnicy zablokowali magistralę
kolejową i w Płock, gdzie zbuntowała się sławna Petrochemia.
Powstały w Warszawie KOR za cel postawił sobie obronę uwięzionym i
represjonowanym uczestnikom zajść. Obronę prawną i pomoc egzystencjalną:
rodziny były wspomagane także finansowo. Pierwszy list otwarty do władz i do
narodu podpisało 14 osób. Był to akt konkretnej odwagi. Hard core. W 1977 roku komuniści ogłosili amnestię i
demonstracji wyszli na wolność. A KOR zmienił nazwę na Komitet Samoobrony
Społecznej KOR. Wkrótce zaczęła się kluczowa rozgrywka. Pierwszą linią oporu
były stocznie na wybrzeżu. W Trójmieście mózgiem KOR był Bogdan Borusewicz.
Absolwent liceum plastycznego i zawodowy rewolucjonista. Jego biografia wygląda
trochę tak jak biogram członka AK. Aresztowania, wyroki, ucieczki, gubienie
ogona, konspiracyjne lokale i ukrywania się po lasach. Jego postać została ukazana
w „Człowieku z Żelaza”. Jest w scenie na plaży, w której syn Birkuta, Maciek
Tomczyk, rozmawia z opozycjonistą. Tomczyk jest członkiem powstałych w 1978
roku Wolnych Związków Zawodowych. Proto Solidarności. Pali się do akcji, ale
jest schładzany przez KOR-owca, który wie, że trzeba działać ostrożnie i
precyzyjnie.

Bogdan Borusewicz
Boruserwicz wyciągnął wnioski z tego co wydarzyło się dziesięć lat wcześniej. W
grudniu 1970 roku stanęła Stocznia Gdyńska. Zaczęło się jak zwykle, czyli od
podwyżek cen żywności. Pierwszego dnia w Trójmieście snajper zabił
przypadkowego przechodnia. Potem wybrzeże poleciało po całości. W ciągu trzech
dni na ulicach różnych miast protestowało kilkadziesiąt tysięcy osób. Do robotników przyłączyli się mieszkańcy.
Demonstranci podpalili 19 budynków, w
tym komitety PZPR w Gdańsku i Szczecinie, zniszczyli kilkanaście czołgów i
transporterów, przejęli kontrolę nad pociągiem, którym uciekli przed wbiegającą
na dworzec milicją. Przymierzali się do podpalenia komisariatu, w którym siedzieli
ostrzeliwujący się milicjanci. Spłonęło 100 samochodów, rozbito 220 sklepów. Komuniści
wysłali na ulice 32 tysiące żołnierzy i milicjantów. 550 czołgów i 750 transporterów
opancerzonych. Do demonstrantów z broni maszynowej strzelano z helikopterów.
Zginęło 45 osób. W tym dwaj milicjanci i jeden żołnierz. W gruncie rzeczy były
to już nie zamieszki, a wybuch powstania. I jasne było, że kolejna konfrontacja
uliczna skończy się tragicznie. Dlatego Borusewicz wybrał strategię strajku
okupacyjnego i pokojowy protest. Przez trzy lata budował struktury i czekał na dobry
moment.
W sierpniu 1980 namówił trzech młodych stoczniowców z WZZ do rozpoczęcia akcji
strajkowej. Iskrą zapalną było zwolnienie z pracy współzałożycielki WZZ,
suwnicowej Anny Walentynowicz. Wyrzucono ją na pięć miesięcy przed emeryturą.
Borusewicz pomógł napisać postulaty strajkowe. Wiedział, że nie może sam stanąć
na czele strajku i wybrał do tej roli robotnika. Lech Wałęsa w 1970 roku był
członkiem komitetu strajkowego i należał do WZZ. Został zwolniony ze stoczni w
1976 roku, po tym jak publicznie skrytykował komunistów. Borusewicz przypilnował,
żeby Wałęsa dotarł na czas. Sam był w stoczni od początku strajku. Od 14
sierpnia, od godziny szóstej rano. Reszta to historia. W wolnej Polsce Bogdan
Borusewicz piastował funkcję wicemarszałka senatu i od 2011 roku jest członkiem
dzisiejszego KO.

Antoni Macierewicz i Jacek Kuroń.
A teraz o cieniu jaki rzuca KOR na nasze czasy. Założycielami KOR byli Jacek
Kuroń i Antoni Macierewicz. Ludzie ulepieni z kompletnie innej gliny. Macierewicz
jest dziś wice prezesem PiS i niestety jedną z twarzy pato prawicy. Niestety,
bo w tamtych czasach wykazał się wielką odwagą i sprawczością. Jacek Kuroń,
niestety od dawna nie żyje. Kuroń w młodości był ideowym komunistą, który zaczął
działać w opozycji, gdy dostrzegł prawdziwe oblicze reżimu. I on i Adam Michnik
(wiadomo kto to) reprezentowali w KOR lewicę laicką. Macierewicz nurt
patriotyczno-katolicki. Scalała ich wspólna walka z tym co niosła komuna:
kłamstwem, przemocą, złodziejstwem i poddaństwem wobec Moskwy. Sprawy zaczęły
trzeszczeć, gdy Macierewicz zaczął wydawać prawicową podziemną gazetę „Głos”.
Pisał do niej m.in. Michnik. Wspólnota rozpadła się w pył, gdy poróżniły ich
kwestie światopoglądowe. Przyjaźń zamieniła się w pogardę i ostatecznie w
nienawiść. KSS KOR został rozwiązany w 1981 roku na I Zjeździe Solidarności. Pod
koniec współpracowało z nim prawie trzy tysiące osób. Spełnił swoje zdanie, a
jego rolę przejęła Solidarność. A my - choć od czasów KOR minęło pół wieku - żyjemy
w uniwersum konfliktu Macierewicza i Michnika. Niestety. 
Komentarze
Prześlij komentarz