Suzuki Jimny vs. Dacia Duster

Tanie 4×4. Jimny
i Duster to bestsellery,
po które
trzeba ustawiać
się w kolejkach:
czas oczekiwania
na Dacię to kilka
miesięcy, a na
Suzuki nawet dwa
lata! Już wiemy
dlaczego.
Autor: Alex Kłoś i Krzysztof Grabek (LOGO, 2019)
Sprawdzamy, czy najpopularniejszy SUV w Polsce ma szansę dotrzymać kroku prawdziwej terenówce. Szukamy granicy, za którą zaczyna się świat poważnego off-roadu.
Jedno miejsce i dwa samochody. Oba auta mają ten sam prześwit – 210 milimetr.w. W obu można także włączyć stały napęd na cztery koła. Poza tym różni je wszystko. Duster to lubiany i praktyczny rodzinny SUV. Jimny to kultowa miniterenówka. Naszym torem badawczym będzie rozległe piaszczysko. Po jednej stronie jest wysoka na jakieś 10 metrów diuna, pod nią rozległa łacha zakończona sosnowym lasem. Można się sturlać po skłonie wydmy albo przejechać górą do stabilnego wypłaszczenia pod lasem. Chyba każdy, kto ma gen off-roadu, chciałby pobawić się autem w takim miejscu. Warunki mamy jak na Saharze. Z nieba leje się żar, piach jest gorący, kopny i głęboki. Dla Krzyśka, czyli kolegi z „Logo”, będzie to off-roadowy pierwszy raz. Ja z racji większego doświadczenia w terenie pojadę pierwszy.
Zapinamy obie osie
Do piaszczyska docieramy najpierw Dacią Duster
drugiej generacji. Najlepiej sprzedający się u nas SUV (przypomnijmy:
9844 szt. w 2018 r.) przyjemnie radzi sobie z piaszczystym i krętym
odcinkiem wstępnym. Wspomaganie kierownicy ułatwia jazdę pomiędzy ciasno
rosnącymi drzewami. Gładko suniemy po krawędzi wydmy. Obok
sześciostopniowej dźwigni zmiany biegów widać okrągły przełącznik
napędów. Można wybrać jedną z trzech opcji: auto, 2H i 4H Lock. Ta
ostatnia to stały napęd na cztery koła. My, zjeżdżając z asfaltu,
zapięliśmy oczywiście napęd na obie osie. W położeniu „auto” napęd 4x4
inicjowany jest automatycznie przez wyposażone w elektromagnes sprzęgło
ulokowane przy tylnym moście. Stały napęd na obie osie rozłącza się sam
przy prędkości 70-80 km/h. Użytkownicy dusterów podkreślają, że na
twardej nawierzchni należy używać napędu na przednią oś. To zapewnia
bardziej bezawaryjną eksploatację.
Nasz Duster ma pod maską diesla, który przy
pojemności 1461 cm3 generuje moc 115 KM. Pierwszy kontakt z piaskiem
wypadł świetnie, ale nasze obawy wzbudzają dodatkowe progi pod drzwiami.
Na pewno ułatwiają wsiadanie, ale wyraźnie też ograniczają prześwit.
Sam Duster wygląda muskularnie, ale szczerze mówiąc, to nie traktujemy
go zbyt poważnie. To przecież tylko następna miejska terenówka z
samonośnym nadwoziem.
Bez kompromisu
Jimny lśni prześlicznym błękitnym lakierem.
Serce się kraje na myśl o tym, że można by go zarysować, ale jeżeli
zamierzasz zjechać z asfaltu, to wiedz, że to nieuchronne. Mały
„japończyk” to stuprocentowy off-roader, który pokazuje prawdziwą twarz
dopiero, gdy robi się naprawdę ciężko.
Jednak Jimny jest także dobrze znany z ulic
wielkich miast, nawet dziś, gdy po latach popularności terenówek zostały
tylko wspomnienia, a krążące po aglomeracjach auta z napędem 4x4 mają
po kilkanaście lat. W salonach nowe modele samochodów osadzonych na
podwoziu ramowym można policzyć na palcach jednej ręki. Jimny jest
jednym z piątki tych twardzieli (siódemki, jeśli dodamy do nich
wszędołazy zza wschodniej granicy: UAZ-a Huntera i nieśmiertelną Ładę
Nivę, choć ta ostatnia jest na samonośnym podwoziu).
Wbrew temu, że auta terenowe „miękną”, Jimny
się nie zmienił. I za to jest kochany. W 1970 r. był malutkim kei-carem
nawiązującym bezpośrednio do Jeepa Willysa. W 1981 r. obok aut
oznaczonych literami „SJ” pojawił się model Samurai. Jimny III
zadebiutował w 1997 r. Podbił serca rajdowców i pań, które poczuły się
bezpiecznie w małej terenówce. Dość częstym obrazkiem był Jimny wiozący
dziecięce foteliki.
Od 2018 r. znów jest kanciasty. Wizerunek
wojownika uzupełniają masywne plastikowe osłony nadkoli. Ale jako że
terenówką jeździ się nie tylko w terenie, to producent dorzucił garść
ułatwiającej życie elektroniki – pojawił się m.in. tempomat, asystent
świateł, system automatycznego hamowania (!) i 7-calowy ekran dotykowy
ulokowany w samym centrum wszystkoodpornego, ascetycznego kokpitu. Dla
nas jednak najważniejsze jest to, że Jimny stwardniał. Japończycy
poprawili jeszcze bardziej jego terenowe parametry, a w środku czeka na
nas niespodzianka. To, co tygrysy lubią najbardziej – trzystopniowa
dźwignia skrzyni rozdzielczej, czyli reduktor. W poprzedniej generacji
rozdział napędu był realizowany za pomocą przycisków. Było wygodniej,
ale nie było tej magii.
Na kłopoty reduktor
Siadam za kierownicą. Jimny to mały samochód.
Za kierownicą i obok na miejscu pasażera jest bardzo wygodnie. Ale co z
tymi z tyłu? Jimny to auto dwumiejscowe z możliwością przewozu
dodatkowych dwóch osób kosztem przestrzeni bagażowej. Tylne fotele są
małe, można też zapomnieć o swobodnym wyciągnięciu nóg. A bagażnik? Po
otwarciu klapy wychylającej się „po japońsku” w prawą okazuje się, że
można do niego wsadzić wygodnie dwie torby… z laptopami. Prawdziwy bagaż
w Jimnym wrzuca się na złożone tylne fotele.
Ja, choć nie wrzuciłem ani grama, to po
wjechaniu w piach natychmiast się zakopuję. Silnik schodzi z obrotów i
gaśnie. To nie wina auta, tylko efekt mojego eksperymentu. Wjechałem
jedynie z napędem na tylną oś. Cudów nie ma. Nawet taki kozak nie wygra,
walcząc tylko na
50%. Jimny ma napęd nazwany przez producenta Allgrip Pro. W mieście najlepiej używać tylko napędu na tylną oś – to opcja 2H. Gdy pojawia się teren, można spiąć obie osie krótkim ruchem dźwigni skrzyni rozdzielczo-redukcyjnej. Już jadąc na 4H, Jimny może bardzo dużo, a gdy robi się naprawdę gorąco, to pod ręką jest przełożenie terenowe.
50%. Jimny ma napęd nazwany przez producenta Allgrip Pro. W mieście najlepiej używać tylko napędu na tylną oś – to opcja 2H. Gdy pojawia się teren, można spiąć obie osie krótkim ruchem dźwigni skrzyni rozdzielczo-redukcyjnej. Już jadąc na 4H, Jimny może bardzo dużo, a gdy robi się naprawdę gorąco, to pod ręką jest przełożenie terenowe.
Reduktor to coś w rodzaju przedniej przerzutki
w rowerze górskim. Zmniejsza ilość obrotów i powoduje wzrost momentu
obrotowego. Ja na razie próbuję ruszyć bez reduktora. Tylko z napędem
4H. Auto wykopuje się momentalnie z piasku. Siły wystarcza mu jednak
tylko na jazdę na pierwszym biegu. Na dwójce znów stajemy. Pora zatem na
4L. Słychać kliknięcie, dźwięk pracy napędu wyraźnie się zmienia.
Ruszam. Na jedynce silnik wyje potępieńczo,
ale gdy włączam dwójkę, to auto wyrywa z ulgą do przodu. Co to za
swoboda! Podjeżdżam bez trudu pod wydmy i żwawo pokonuję trawersy. Istny
wszędołaz z tego Jimny’ego. Niestraszne mu błoto, śnieg, piach czy
stroma górska kamienista droga. Za kierownicą siada teraz Krzysiek.
„Jeszcze nigdy nie jeździłem po czymś takim” – wyznaje. Po minucie
widać, że jest już w swoim żywiole.
Duster pokazuje charakter
Mamy linę i łopatę. No i mamy Jimny’ego, który
w razie czego wyciągnie Dustera z piachu. Duster ma z przodu dwa
solidne zaczepy do szekli. Bez obaw wjeżdżam w grube piaszczyste
koleiny. Odcinek ma ledwie trzydzieści metrów i żeby mieć pewność,
rozpędzam się przed nim solidnie. Duster przelatuje bez problemów.
Teraz kolej na Krzyśka. On podbija stawkę i
zatrzymuje się na środku. Patrzę i zastanawiam się: „Ruszy, nie ruszy?”.
Ruszył bez wahania. Zaczynamy czuć do tego auta sympatię. Bo nie dość,
że fajnie jeździ się nim po czarnym i przy szybkości 120 km/h spala na
trasie 5,4 l/100 km, to jednak coś potrafi w terenie.
Wjeżdżamy oboma autami na leśną drogę. Są tu
korzenie i uskoki. Zatrzymujemy się przed jednym z nich, wysokim na 27
cm. Nie urywa się pionowo, jest ułatwiający zjazd skos. Dla Jimny’ego
taka przeszkoda jest po prostu śmieszna. A Duster? Czy nie złapie
nieprzyjemnego kontaktu z rzeczywistością? Za kierownicą Krzysiek. Na
początku ostrożnie obsuwa się i prawie dotyka progiem. Potem bez
nieprzyjemnych incydentów zjeżdżają tylne koła. Oddychamy z ulgą.
Kolejny duży plus dla Dustera.
Piaskowa góra
Następne miejsce to kombinacja podjazdów i
zjazdów na leśnym wzgórzu obok piaszczyska. Jest dość stromo, a podłoże
jest całkiem niezwięzłe. Ktoś tu jeździł przed nami, bo w piachu są
głębokie ślady.
Odcinek wygląda tak ostro, że mam nawet obawy,
czy z wyzwaniem poradzi sobie Jimny. Rozpędzam się i wjeżdżam na
początku bez reduktora. Jimny podjeżdża spokojnie w piachu, w którym
ciężko jest nawet iść. Mikroterenówka w zależności od wersji waży od
1090 do 1110 kg. Jimny wyraźnie zmężniał. Pod jego maską kryje się teraz
benzynowy silnik wolnossący o pojemności 1462 cm3. Tradycyjnie ze
zmiennymi fazami rozrządu. Jest także wersja na ropę. Nasza, benzynowa
jednostka napędowa generuje moc 102 KM i osiąga 103 Nm momentu
obrotowego przy 4000 obr./min. Zestawienie mocy i masy auta jest
znakomite.
A Duster? Czy on w ogóle ma szanse w tak
sypkim terenie? To, że nie podjedzie pod tę górę, jest oczywistą
oczywistością, ale może za to z niej zjedzie i nie zakopie się na
kilkunastometrowym płaskim odcinku u jej podnóża. Sprawdzamy. Jestem
znów za kierownicą. Wjeżdżam na szczyt inną drogą i kieruję się na
piach. Sytuacja jest surrealistyczna, bo wiem, że jadę tam, gdzie nie
powinno mnie być. Gdyby nie stan konieczności podyktowany testem, nie
przyszłoby mi to nawet do głowy. Moje obawy szybko się rozwiewają.
Duster znów daje radę. Na końcu koła zaczynają tracić trakcję, ale
bezpiecznie docieram na twarde. Krzysiek radzi sobie z górką i Dusterem
znakomicie. Jeszcze godzinę temu znał off-road z YouTube’a, a teraz
śmiga po górce.
Tylko się nie zawieś
Szalenie ważna w samochodzie terenowym jest
geometria podwozia. Przy wjeżdżaniu na przeszkody istotny jest kąt
natarcia, przy zjeżdżaniu kąt zejścia. Jest jeszcze kąt rampowy, który
decyduje o tym, czy auto nie zawiesi się po pokonaniu stromej i krótkiej
przeszkody. Parametry Jimny’ego są imponujące. Wynoszą odpowiednio: 37,
49 i 28 stopni. W tym porównaniu Duster zdaje się bez szans. Jego
terenowe właściwości to kąt natarcia 30, kąt zejścia 34 i kąt rampowy 21
stopni. To inny świat. Jednak nie odpuszczamy SUV-owi tak łatwo i
sprawdzamy, na co go stać na wąskim, krętym i mocno pofalowanym leśnym
odcinku. Tym razem podłoże jest twarde, ale to same ostre zjazdy i
podjazdy. Przejazd Jimnym to czysta przyjemność. Gdy
wsiadam do Dustera, to na serio obawiam się, że sympatyczny SUV tym
razem nie da rady i w końcu się zawiesi. Przejeżdżam megaostrożnie przez
ostry już, dość wystający w górę wertep. Czekam, aż ziemia uderzy w
podłogę. Cisza. Szczerze powiedziawszy, to jesteśmy już prawie w szoku.
Etap prawdy
Musimy pozbierać myśli. Co dalej? Jesteśmy pod
wrażeniem Dustera i oczarowała nas dzielność i zwinność Jimny’ego.
Nadal jednak nie wiemy, gdzie jest granica. Gdzie kończy się SUV, a
zaczyna off-roader. Postanawiamy zakopać Dustera.
Zjeżdżamy w piach przy koleinach. Duster ma to
gdzieś. Zatrzymuje się, rusza i skręca. Tak jakby bawił z nami, wciąż
nie mówiąc ostatniego słowa. Wracamy więc nad piaskowisko i wtedy
Krzysiek robi coś, czego nie było w planach. Widzę, jak zjeżdża po
wydmie w dół i w sam środek łachy. Zaliczam moment paniki. Przypominają
mi się wszystkie trudne chwile, w które wpakowałem się samochodami
terenowymi przez nadmiar fantazji. Zapalają mi się wszystkie czerwone
lampki. Całe szczęście, że mamy linę i łopatę! To, co się wydarza, jest
największym zaskoczeniem tego dnia. Duster jeździ po piachu jak
terenówka. Na zwykłych szosowych oponach.
Krzysiek rozpędza się nieco i próbuje wjechać z
powrotem na wydmę. I wtedy w końcu auto staje. Jest zakopane. To trasa
tylko dla terenówki. Na szczęście podłoga nie dotknęła jeszcze piachu.
Krzysiek usiłuje się wycofać, ale utrudniają to skręcone koła. –
Wyprostuj koła! – krzyczę. Gdy koła znów są proste, auto gładko odkopuje
się i zjeżdża. Czym prędzej sam wsiadam za kierownicę Dustera i
powtarzam to, co przed chwilą zrobił Krzysiek. Coś pięknego. Choć Duster nie ma reduktora, to dobrze radzi
sobie w tarapatach. A to za sprawą krótkiej i mocnej jedynki. Nie mamy
pod ręką rzeki, ale na słowo wierzymy producentowi, który informuje, że
Dacią można przejechać przez 350-milimetrowy bród. W tej konkurencji
Jimny jest znacznie mocniejszy.
A jak po mieście?
Jimny jako pełnokrwisty off-roader nie jest
wymarzonym autem na trasę. W wersji z manualną skrzynią biegów do
dyspozycji jest tylko pięć przełożeń. Najwyższe włącza się przed
osiągnięciem 60 km/h. Bardzo brakuje szóstki. Auto szybko staje się
hałaśliwe i po przekroczeniu 100 km/h można zatęsknić za komfortem jazdy
w osob.wce. Nie ma też kamery cofania ani czujników parkowania.
Duster przy Jimnym to na asfalcie niebo a
ziemia. Jest kamera, która pokazuje obraz za samochodem. Jest wygodnie.
Osoba, która wsiada do tego auta, może być zaskoczona jednak tym, że
biegi są krótkie. Środek ciężkości jest też oczywiście wyżej, ale do
wszystkich tych rzeczy łatwo się przyzwyczaić. Jimny ma solidne
amortyzatory sprężynowe i stabilizator w przednim zawieszeniu. Dzięki
niemu wibracje i siły oddziałujące na kierownicę są mniejsze. Jej układ
wspomagania nie jest tak efektywny jak w Dusterze, ale nie można
powiedzieć o nim złego słowa. Zawieszenie Jimny’ego jest zestrojone tak,
że nawet przy wolnym, ale za to ciasnym skręcie słychać pisk opon. Poza
tym mała terenówka zachowuje się na asfalcie bardzo elegancko. Choć
jest wysoka i potrafi bujać się na boki, to na łukach nie odczuwa się
nadmiaru adrenaliny. Eksploatację miejską niesamowicie ułatwiają
gabaryty pojazdu (długość od 3480 do 3645 mm, szerokość 1645 mm). Trzeba
się jednak liczyć z niemałym jak na tak małe auto spalaniem – w mieście
nawet ok. 10 l/100 km. Coś za coś.
Oba auta na swój sposób są niezwykłe. A ich
właściwości rozkładają się tak, że wskazujemy w tym pojedynku na remis.
Jimny dostępny jest od 67 900 zł, a „terenowy” Duster z napędem 4x4 od
60 100 zł.
Komentarze
Prześlij komentarz